Lata 1990 – 2000: początki mojego życia z Germanische Heilkunde (Germańską Heilkunde)

Od czego zacząć…?

Jak już wspomniałam, moje życie z Germańską bierze swój początek w 1990-tym roku. Mieszkałam wówczas 9 lat  w Wiedniu …. W tym czasie odkrycie doktora Hamera istniało też już 9 lat (!).
Właśnie składałam kondolencje jednemu młodemu ojcu z powodu śmierci jego kilkuletniego synka, który „zmarł na białaczkę”, jak człowiek ten przyjmując je, jakgdyby od niechcenia dodał: „…nawet ten lekarz z Niemiec, który zajmuje się leczeniem raka” nie mógł już pomóc…. Było już za późno.”

Muszę dodać, że w tamtym czasie byłam jeszcze pilną  „wychowanką” panującego systemu i jak większość ludzi wierzyłam w panującą systemową mantrę dzisiejszej medycyny szkolnej, że ”rak, to złośliwa, śmiertelna choroba”.
W tym okresie wspomagłam finansowo szpital dziecięcy w Wiedniu, a dokładnie pieniądze te były przeznaczone na chemioterapię, którą tym dzieciom aplikowano. Poza tym korzystałam z okresowych badań kontrolnych, ponieważ byłam przekonana, że grozi mi również  „zachorowanie na raka”.
W mojej rodzinie wszyscy, z wyjątkiem mojej babci, „zmarli na raka”. W tym czasie, byłam wręcz pewna, że następną w kolejce jestem ja… najstarsza z mojego pokolenia.
Od tego młodego człowieka, załamanego przedwczesną śmiercią syna, dowiedziałam się, że lekarz o którym mówi, to doktor Hamer. I na tym najprawdopodobniej zakończyłoby się moje zainteresowanie tym tematem. Ale los pokierował mnie inaczej. Jakiś  czas po tej rozmowie, a dokładnie 24.11.1992 roku, w austiackiej telewizji w programie „Club 2” (wówczas jeszcze audycje były nadawane na żywo) bardzo późnym wieczorem (dzisiaj wiem dlaczego:  żeby jak najmniejsza ilość widzów mogła ten program śledzić) miałam okazję przysłuchiwać się dyskusji na temat raka…
Wśród zaproszonych gości był między innymi doktor Hamer.
Im dłużej ta audycja trwała, tym bardziej stawałam się zniecierpliwiona i zła, ponieważ biorący w tej dyskusji  „koryfeusze”  medyczni nie pozwolili doktorowi Hamerowi dokończyć żadnego zdania… A więc nie mogłam dowiedzieć się, co doktor Hamer ma do przekazania. Ale jego zaczęte zdania niesamowicie mnie zaintrygowały i silnie obudziły moją ciekawość.

Wybrane i "sklejone" przeze mnie fragmenty wypowiedzi doktora Hamera z programu Club 2,
w których to "wykrada" dla siebie czas podczas tej "dyskusji"... 

Następnego dnia poleciałam jak na skrzydłach do księgarni, żeby dowiedzieć się, czy istnieją jakieś książki autorstwa doktora Hamera.
I rzeczywiście tak było! Do tego czasu doktor wydał dwie książki:

 

Dedykacja doktora w książce "Rak, choroba duszy", którą orzymałam razem z książką dużo później

 

Germańczykom nie muszę mówić, co zaczęło się ze mną dziać w trakcie ich lektury ...
W tym czasie pracowałam zawodowo i cały dzień byłam w pracy, do tego obowiązki matki 4-letniego synka… a więc książki mogłam czytać tylko późnym wieczorem, krótko przed zaśnięciem…
Jednak trudno mi było się od nich oderwać! W końcu musiałam, ale już po zamknięciu książki nie mogłam się doczekać następnego wieczora, żeby kontuynuować czytanie….
Był to koniec 1992 roku.
W 1993 roku dowiedziałam się, że doktor będzie miał wykład w 15. Dzielnicy w Wiedniu. W Haus der Begegnung (Dom Spotkań) … W tym czasie dr Hamer przeżył wiele razy zamach na swoje życie, ale  mógł się jeszcze poruszać po Europie.  Jednak służby tajne pieczołowicie nad nim „czuwały”, o czym dowiedziałam się wiele lat później…

Spotkanie miało zacząć się o 19 godzinie w dużej auli z galerią… Dr Hamer przyjechał z dosyć dużym opóźnieniem. Cała aula była pełna gośćmi. Można powiedzieć, że „pękała w szwach”.
Ja znalazłam dla siebie miejsce na galerii… To wydarzenie było dla mnie niesamowite. Pierwszy raz mogłam widzieć doktora Hamera na żywo, wprawdzie z daleka, ale za to na żywo! Naturalnie nie omieszkałam podejść do niego po autograf. Byłam jedną osobą z wielkiej masy ludzi…
Niesamowite wydarzenie … dzisiaj jeszcze, jak przed oczami pojawi się ten obraz, to ogarnia mnie wzruszenie…
Doktor przedstwiał swoje odkrycie przy pomocy rzutnika z foliami, które sam przygotował. Mówił do późna w nocy…. Wszyscy słuchaliśmy z zapartym tchem…
Do domu przyszłam z moim pierwszym podpisem doktora w jego pierwszej książce: „Krebs krankheit der Seele” (Rak, choroba duszy)…
Przesłanie, jakie wynikło dla mnie z książek doktora Hamera w tej fazie poznawania jego odkrycia to: POKÓJ DUCHA i MIŁOŚĆ….
Niestety ojciec mojego dziecka nie podzielał mojej pasji, jaką stała się dla mnie Germańska (wówczas Nowa Medycyna).  Byłam wyśmiewana i atakowana przez niego… przecież to sekta …. (dokładnie tak był doktor przedstawiany w mediach: cudowny uzdrowiciel i … samozwańczy guru) Nic z tego nie odpowiadało prawdzie.

I tak nadszedł rok 1994. Rok poszukiwań rozwiązania na moje nowe życie dla mnie i dla mojego dziecka … ale z Germańską (wówczas Nową Medycyną) - oraz czytanie, czytanie, czytanie tych dwóch książek.
Przymusowo prawie musiałam sięgnąć również do świętej księgi Hindusów: Bagavatgita. Później do Nowego Testamentu… i innych źródeł duchowej mystyki …
Teraz widzę, że taką metamorfozę wewnętrznego życia, przechodzi wiele osób po zetknięciu się z Wiedzą Germańskiej  …
Dzisiaj, po latach doświadczeń i obserwacji wiem, że jest to tylko startowy etap w długim procesie wewnętrznych i zewnętrznych przemian życiowych… Latem 1995 roku byłam na urlopie z rodziną we Włoszech. Wówczas jeszcze śledziłam doniesienia z gazet. W miejscu naszego pobytu było wiele międzynarodowych gości i naturalnie z tego powodu również wiele międzynarodowej prasy…
Pewnego ranka zobaczyłam w gazetach nagłówki o Oliwii, dziewczynki, której rodzice nie chcieli poddać swojego dziecka chemioterapii…
Uciekli z dzieckiem najpierw do Szwajcarii, a potem zwrócili się o pomoc do doktora Hamera i właśnie dotarli z Olivią do Hiszpanii… gdzie doktor wówczas czasowo przebywał.
Ponieważ od dwóch lat zajmowałam się już tematem, mogłam ocenić, czy przekazywane wiadomości są prawdziwe. Poza określeniami takimi jak „szarlatan, cudowny uzdrowiciel, samozwańczy uzdrowiciel, itp. w odniesieniu do doktora, donoszono, że Oliwia umrze, jeżeli nie zostanie poddana chemioterapii..
żeby zaoszczędzić swemu dziecku tych męczarni, rodzice opuścili z córeczką Austrię  ….

Olivia mit ihrer Mutter Erika Pilhar und Dr. Hamer im Sommer 1995 in Spanien. 

 

Po lewej Olivia z mamą Eryką Pilhar i doktorem Hamerem w Hiszpanii latem 1995 roku

Trzeba to sobie wyobrazić: we wszystkich gazetach można było przeczytać to samo… cała międzynarodowa prasa pisała pod odgórne komando… a ja byłam przecież w temacie, wiedziałam jakiego genialnego odkrycia doktor Hamer dokonał!  Jednak o tym nie było w gazetach ani słowa ….

 

 

Tytuły artykułów brzmiały: "Lista przpadków śmiertelnych „uzdrowiciela” ", "Ojciec odmawia chemioterapii: lekarze boją się o Oliwię", "Dziewczynka chora na raka jest chowana przez rodziców w Szwajcarii – bez leczenia nie ma szans na przeżycie…", "Czy „uzdrowiciel” Oliwii jest chory psychicznie?"...itp. We Włoszech przebywałam z synkiem około 3 tygodni i w tym czasie podjęłam dwie decyzje. Moje rozważania przebiegały w niniejszy sposób: Po pierwsze: Jestem w stanie ocenić, że na ten temat wszystkie znaczące gazety kłamią. Czy mogę być pewna, że w innych tematach (których nie jestem w stanie zweryfikować, bo moja wiedza jest za mała) prasa donosi prawdę ???
Nie, nie mogę być pewna… a właściwie jeżeli pewna, to tylko, że gazety manipulują czytelnikiem!
Jeżeli w temacie, który mogę zweryfikować kłamią, to nie mogę wykluczyć, że kłamią również w innych tematach.
Podjęła pierwszą decyzję: nie kupuję i nie czytam już więcej prasy…. Taka decyzja padła w 1995 roku I do dzisiejszego dnia jest ona aktualna.
Proszę mi uwierzyć: niczego mi z tego powodu nie brakuje!

Po drugie: Sytuacja ta uzmysłowiła mi, że odkrycie doktora Hamera nie będzie propagowane przez panujący system. A więc trzeba zanieść tę wiedzę do ludzi… W języku niemieckiem mieliśmy już literaturę. W języku polskim nie mieliśmy niczego. A więc postanowiłam, że zacznę tłumaczyć książki doktora Hamera na język polski. Trochę to trwało, zanim wypracowałam sobie plan, od czego powinnam zacząć. Moja rodzina w dalszym ciągu nie tylko dawała mi odczuć całkowitą dezaprobatę z powodu mojego zainteresowania i coraz silniejszego zaangażowania. Jej stosunek do mnie stał się wręcz wrogi…
Na początku 1996 skontaktowałam się telefonicznie z doktorem Hamerem (jego nr telefonu miałam z jego książek), żeby poinformować go o moich planach i poprosić od niego o zezwolenie na tłumaczenie jego tekstów na język polski.

Zostałam zaproszona przez doktora do jego domu w Kolonii. Oczywiście razem z moją tomografią komputerową!  Każdy, kto odwiedzał doktora musiał takową ze sobą przywieźć!
W czasie wolnym od pracy, a mianowicie w Święta Wielkanocne odbyła się moja pierwsza wizyta u doktora Hamera. Zostałam odebrana z dworca przez doktora osobiście i bardzo serdecznie przyjęta.  Przy tej okazji poznałam resztę rodziny Hamer.
Pobyt był bardzo owocny. Nie tylko otrzymałam zezwolenie na tłumaczenie jego dzieł na język polski, od samego początku naszej znajomości nawiązała się między nami silna sympatia i trwała ona aż do śmierci doktora… Po powrocie do Wiednia zabrałam się do pracy. Nie powiem, żeby szło mi to lekko.
Pomijając już fakt, że była to również dla mnie zupełnie nowa wiedza, rozumienie fizjologicznych procesów, budowa anatomiczna oranizmu człowieka i inne ważne informacje z dziedziny medcznej były wówczas jeszcze nieznanym mi terenem…
Opanowanie tego materiału zajęło lata… i w dalszym ciągu brak mi doświadczenia klinicznego…
Na szczęście w procesie przyswajania potrzebnych mi fragmentów czysto teoretycznej wiedzy medycznej miałam najlepszego nauczyciela: doktora Hamera***

W tym miejscu muszę ostrzec wszystkich, również naszych absolwentów, czy niegdyś prowadzących nasze koła studyjne, którzy bez wiedzy medycznej (chociażby z zakresu fizjologii, czy anatomii) oraz bez wiedzy klinicznej i doświadczenia w tym zakresie, decydują się na pracę diagnostyczno-terapeutyczną z obcymi ludźmi:
bierzecie na siebie ogromną odpowiedzialność. Konsekwencje mogą być tragiczne: nie tylko mogą stanowić niebezpieczeństwo dla osób kierujących się do Was w potrzebie, ale również dla Was. Nie wspominając już o tym, że w oczach wielu rozczarowanych niespełnieniem ich oczekiwań, Germańska może utracić swoją wiarygodność

***

Germańska (wówczas Nowa Medycyna) potrzebowała nowej nomenkaltury odzwierciedlającej istotę tego odkrycia oraz oddającej sens tego, co doktor Hamer w swoich tekstach miał na myśli. W owym czasie 15 lat nie posługiwałam się językiem polskim i odpowiednio do tego wyglądały wyniki mojego tłumaczenia. Do pracy zabierałam się więc kilkakrotnie.
Wprawdzie w owym czasie dysponowałam już komputerem, ale odgrywał on rolę raczej maszyny do pisania.  Internetu w języku polskim praktycznie nie było…
W 1998 roku z części przetłumaczonych już przeze mnie tekstów stworzyłam pierwszą polską stronę internetową Nowej Medycyny, która wprawdzie przekazywała informacje, ale ich jakość pozostawiała wiele do życzenia… Podczas wizyty w Kolonii, Doktor Hamer dał mi dokumenty, które po powrocie do Wiednia miałam przekazać Helmutowi Pilhar. W ten sposób poznałam Helmuta oraz później wszystkich członków rodziny, która również mieszka w Austrii, i z którą mam kontakt do dzisiaj.
Ze względu na zachowanie rodziców Pilhar w stosunku do panującego systemu (odmowa chemioterapii oraz ucieczka przed urzędami, które pod przymusem chciały doprowadzić do tego pseudo-leczenia) Helmut stracił pracę….  i żadna firma nie chciała go zatrudnić, a więc musiał szukać dla swojej  rodziny (czworo dzieci) innego źródła utrzymania .
Był to bardzo trudny okres dla całej rodziny Pilhar, ale również szczególnie trudny okres w życiu doktora, który z powodu nagłośnienia historii z Olivią popadł całkowicie w niełaskę rządzących "elit"…
Nasycona nienawiścią nagonka medialna osiągnęła swój zenit. Szkalowanie jego dobrego imienia nie znało granic…
Za sprawą Helmuta, historia Oliwii była w prasie bardzo nagłośniona i wywołała żywą, również krytyczną, rakcję w stosunku do panującego systemu... Dlatego "Elity" musiały za wszelką cenę zapobiec temu, żeby pozytywne informacje o doktorze Hamerze dotarły do ogółu, no i już w żaden sposób nie mogła dopuścić do tego, żeby Oliwia „w rękach Hamera wyzdrowiała”. Stąd ta bezwzględna nagonka medialna.

Dr Hamer twierdził jednak, że prawdziwą przyczyną brutalnej nagonki na niego w tym czasie, był jego wywiad, którego udzielił pewnej stacji radiowej. W rozmowie doktor Hamer wypowiedział się na temat AIDS: że taka choroba wogóle nie istnieje, że nie istnieje HIV-wirus! To był rok 1995!

W tym czasie, do istniejących SBSów znajdujących się w fazie pcl, Olivia włączyła aktywność konfliktu "uciekiniera", co spowodowało, że wagotoniczny obrzęk miąższu nerki i gruczołu wątroby powiększył się kilkakrotnie. Za radą doktora Hamera, który brał udział w rozmowach z mediatorką  mającą nakłonić rodziców do powrotu - Panią lekarz Markowicz z Ausrii - ustalono, że rodzice wracają do domu.
Jednak postawiony został warunek: rodzice nie muszą poddawać dziecka chemioterapii, tylko po całkowitym okapslowaniu (utwardzeniu), ta dojrzała cysta nerki zostanie usunięta operacyjnie. Dr Hamer stwierdził, że będzie to możliwe dopiero we wrześniu 1995 roku. Wszystkie negocjacje okazały się jednak podstępną grą "elit"… mimo obietnic, że po powrocie do Austrii dziecko nie zostanie poddane chemioterapii, już na lotnisku w Wiedniu wyrwano córkę z rąk matki i natychmiast odstawiono do szpitala. Całą ta akcja była wspomagana przez policję.
W konsekwencji pozbawiono rodziców praw rodzicielskich na 10 lat !

Helmut Pilhar ujął wszystkie te wydarzenia w książce pt.:  "Olivia – Tagebuch eines  Schicksals” („Olivia  - Pamiętnik pewnego losu”), którą wydał w 1996.

 

Olivia podczas ucieczki

 

Olivia podczast tzw. chemioterapii

W sali konferencyjnej nobliwego lokalu „Landtmannie” w centrum Wiednia  odbyła się zorganizowna przeze mnie  w 1996 roku prezentacja książki Helmuta Pilhara